Recenzja 2

Między światłem a cieniem

Wojciech Kaliszewski

Między światłem a cieniem

Architektura wierszy Doroty Wiśniewskiej-Płoszczyńskiej jest niezwykle krucha. Używam słowa „architektura” rozmyślnie i z pewną intencją. Chcę bowiem powiedzieć, że nie tyle chodzi mi o konstrukcję i poetyckie wiązania tekstów, ale o kryjącą się za nimi wyjątkową przestrzeń. Dar budowania, czy odbudowywania tej przestrzeni, mimo licznych, powtarzających się dookoła katastrof, jest właśnie światłem, które już w samym tytule tomiku przecina ciemność. Po stronie światła jest miłość, która daje życie i podtrzymuje trwanie. To ono mieszka w tej przestrzeni niezwykłej. Ale – paradoksalnie – światłu potrzebna jest także ciemność. Bo właśnie na granicy światła i cienia, wzdłuż tej niezwykłej linii toczy się spór o formę istnienia. Samotność, zwątpienie, odrzucenie, odcięcie od kogoś drugiego jest przeciwne istnieniu, oznacza – jest o tym mowa w wielu wierszach – rozbicie formy. W te pęknięcia wpełza natychmiast cień, tworząc odśrodkową, niszczącą siłę. Ciemność stara się oddzielić nas od siebie, wyrzuca nas na bezludne wyspy, drwi z tęsknoty i poczucia pustki. Światło zaś stanowi wiązanie, dzięki któremu jesteśmy bliżej siebie. A każde „bliżej” wzmacnia miłość, pozwala współistnieć w dawaniu i braniu.

Wiersze Doroty Wiśniewskiej-Płoszczyńskiej są właściwie drobnymi napisami naniesionymi ręką, która wie, że nie ma czasu na cyzelowanie długiej frazy. Te epigramaty wyznaczają jednak trop gdzieś pomiędzy światłem a cieniem. Trop czytelny i wyrazisty, lecz kręty. Łączy on ludzkie doświadczenie z potęgą Słowa, bez którego każda droga byłaby tylko pustynnym traktem. Wiersze Doroty Wiśniewskiej-Płoszyńskiej są bowiem wyraźnie „zadłużone” w biblijnym uniwersum, są zarazem jego poetyckim świadectwem i odczytaniem. To świadectwo ma przede wszystkim charakter narracyjny. Tom Światło Cień jest opowieścią o istnieniu i śmierci, o obecności i pustce, o bólu i cierpieniu, które bez wiary byłoby absurdalne. Tego wszystkiego nie da się ująć tylko w języku metafor. W wierszach Doroty Wiśniewskiej – Płoszczyńskiej niezwykle ważny jest także porządek przylegania form, czyli porządek metonimiczny. W nim bowiem jedno szuka drugiego, skutek swojej przyczyny, a część dąży do całości.
Tom Światło Cień to lekcja bardzo osobista, a zarazem otwarta i dotykająca raz po raz powszechnego doświadczenia.

Recenzja 1

Recenzja
jacek sojan

Lokalizacja: Kraków
Post DREAM CENTER METAFORY
D R E A M C E N T E R M E T A F O R Y*

Nie sposób znaleźć bardziej trafnego tytułu dla zbioru wierszy autorstwa Doroty Płoszczyńskiej. Każdy wiersz potwierdza, że rzeczywistość jest wielką metaforą. Poeta/poetka stanowi dla tej rzeczywistości medium, a wiersz jest skondensowaną znaczeniowo formą ekspresji na wielu piętrach świadomości (kulturowej, religijnej, społecznej, artystycznej, egzystencjalnej).
Historyk literatury łatwo odnajdzie tutaj tropy nakazów poetyki Awangardy Krakowskiej z Brzękowskim i Przybosiem na czele, których mistrz programowy Tadeusz Peiper zalecał ścisły rygor językowy i powściąganie emocji. Przypomnijmy – w systemie myślenia Peipera o literaturze i sztuce było proklamowanie ścisłego związku sztuki z aktualnym stanem cywilizacji. W odniesieniu do poezji Doroty Płoszczyńskiej tą aktualizacją byłoby odwołanie się do socjologicznej wiedzy o relacjach międzyludzkich (jednostka w społeczeństwie i w rodzinie, człowiek w świecie, kobieta wobec mężczyzny i własnej kobiecości, człowiek wobec historii własnej i świata…). Fakt, że do Koła Młodych Związku Literatów wprowadzał poetkę Krzysztof Karasek wiele mówi o możliwych inspiracjach i fascynacjach zauważalną ekonomią środków, którą nowofalowcy przejęli wprost z Krakowskiej Awangardy. (Nawiasem pisząc, tą ekonomię środków artystyczno-wyrazowych uskuteczniał już Norwid, ale ślepota krytyków literatury uparcie stawia cezurę przy Zwrotnicy – awangardowej biblii peiperowców…).
Warto podkreślić w odniesieniu do omawianego tutaj zbioru owo peiperowskie ujęcie metafory, iż jest ona „samowolnym spokrewnieniem pojęć; jest tworzeniem związków pojęciowych, którym w świecie realnym nic nie odpowiada. Nie jest więc środkiem realistycznego odtwarzania świata. Nie jest niewolniczym inwentaryzowaniem rzeczywistości. Nie jest opisem.[…]…metafora przekształca rzeczywistość doznań i przetwarza ją na nową rzeczywistość…Metafora odgrywa w poezji część tej roli, jaką w malarstwie odgrywają formy abstrakcyjne.[…]. Metafora jest sama przez się skrótem.[…]
“Metafora teraźniejszości” – Tadeusz Peiper

Jeśli zauważa się w wierszach Doroty Płoszczyńskiej abstrakt, to zawsze jest to intelektualna formuła jakiejś sytuacji (np.: samotności – pobudzenia erotycznego – religijnej kontemplacji…). Poetka nie ukrywa swoich związków ze sztuką malarską, gdzie nawet kolor ma dla niej istotny przekaz semiologiczny:

[…]
Język skrupulatnie dorysowuje słowa
wyostrzając zwątpienia mistycznie
podkreśla obojętność satynowej śmierci

Jest szeptem wilgotną czeluścią
Spękaną czerwienią z głębi
Pietera Bruegla albo Caravaggia
[…]
*** (STARSZA O TON…)

Filozofia natury dochodzi do głosu tylko pozornie w materialistycznym wymiarze. Tam gdzie jest stwarzanie, materia przekraczając samą siebie – poprzez transfigurację dotyka transcendencji – wieczność nie zaczyna się ale trwa w każdych narodzinach, jak w wierszu NA POKUSZENIE:

W zdawkowym tak-nie
sztuczka wszechświata
trzepoce delikatnie
pieszczotą
w zagięciu kolan

Bez słowa
milion mikrocząsteczek
wpływa pulsacyjnie
i koniec z początkiem
wiecznie się ranią

Nadawca i adresat
nabierają tempa
owoc zwany agonią
staje się
ciałem zastygłym w ciele

Przedmioty w tej poezji nabierają polisemicznej wymowy ( walizka w wierszu Z BOKU ); słowa uzyskują wartość polisy na życie:

Przodkowie patrzą moimi oczami
trwa ich narada nad teorią męki

poparta Księgą Przysłów
o żywocie materii wyzwolonej z czasu
instrumentem krucjat
nieoczytanego słowa
sensu bocznej nawy

Dotknięci fizjologią słów
zamaskowanych żywiołów
chowają w starych księgach
zważone baśnie

PORTRET

Konsekwencją podążania za metaforą i metaforyzacją sposobu myślenia o świecie i o sobie jest autorefleksyjny dystans, jak w wierszu MODLITWA:

[…]
– taki nędzny pijar
i tyle znaczeń

Cóż, z każdego piętra (nawet z piętra poezji) trzeba wrócić na parter, do siebie samego i na nowo próbować ubrać w słowa swoje umykające „ja”.

Jacek Sojan

————————————————————————————

*D R E A M C E N T E R M E T A F O R Y; Dorota Płoszczyńska; grafiki Rajs Gajtow;
Wydawca: Bogdan Zdanowicz – Kraków 2012
www.bezet.art.pl – [email protected]